Nowozelandczyk Chris Birch po raz pierwszy w karierze stawia czoła Rajdowi Dakar. Oto jak radził sobie do tej pory

Rajd dotarł do granicy pierwszego kraju i wciąż tu jestem, gotowy na jutrzejszą jazdę w Chile. Oczywiście są wzloty i upadki i na przykład wczoraj zaliczyłem poważną kraksę. Jakiś koleś chciał mnie wyprzedzić w chmurze kurzu i po prostu zepchnął mnie z trasy. Spowodowało to uszkodzenia wartości około 1500 euro i musiałem na miejscu naprawiać chłodnicę oleju. Przez jakiś czas bawiłem się na trasie w mechanika, ale nie poddaję się i mam nadzieję, że Chile będzie dla mnie łaskawsze.
Udało mi się szybko spojrzeć na kolesia, który we mnie uderzył i rozpoznałem model jego motocykla, ale jeszcze nie doszedłem do tego, jaki miał numer. Będę miał oczy szeroko otwarte i znajdę go, bo takie rzeczy nie powinny mieć miejsca podczas żadnego rajdu. Myślę, że był to kierowca z czołówki, który zgubił drogę i na pełnym gazie próbował odrobić starty. To może i jest mój pierwszy Dakar, ale wiem, że taka paniczna jazda nie jest najlepszym sposobem na zdobycie dobrej pozycji.
Z powodu wczorajszego wypadku startowałem dziś na końcu, ale bardzo podobał mi się ten etap. Nareszcie poczułem, czym jest jazda po wydmach, a nigdy wcześniej tego nie doświadczyłem. Jestem zadowolony ze swojego motocykla KTM 450cc Rally, ponieważ idealnie nadaje się do jazdy w tego typu warunkach.
Jutrzejszy etap został odwołany, więc wygląda na to, że przed nami dwa dni odpoczynku. Trochę szkoda, ponieważ dopiero dzisiaj naprawdę wczułem się w jazdę. Według pierwotnego planu mieliśmy dojechać na start etapu w nocy, a to oznaczało, że ominęły by mnie widoki ze szczytu góry. Teraz przynajmniej mogę jechać spokojnie i cieszyć się spektakularnymi widokami, o których tyle słyszałem. Przeżyłem w Argentynie ciężkie chwile, ale cieszę się, że mogłem jeździć na tym niesamowitym terenie.
Śledź debiut Chrisa Bircha w Dakarze na stronie Red Bulla poświęconej legendarnemu rajdowi.
Komentarze
Dodaj komentarz