Jego korzenie sięgają kultury kalifornijskich hipisów, ale z czasem rower górski stał się niezwykle zaawansowaną technicznie maszyną. A to wszystko na oczach i przy udziale pewnego mężczyzny.
Nie do końca wiadomo, jak to się dokładnie zaczęło. Zasługi przypisują sobie Francuzi oraz Brytyjczycy. Jednak mówiąc o kolebce rowerów górskich, nie można nie wspomnieć o hrabstwie Marin. W latach 70. ewidentnie coś wisiało tam w powietrzu: pojawił się genialny pomysł.
Ale nawet rowerowe punki z północnej Kalifornii, nazywani „ojcami założycielami” kolarstwa off-roadowego – a jest ich wielu – przyznają, że rowerowe wynalazki mają wiele źródeł. Zaczęło się od amerykańskiego profesora socjologii Johna Finleya Scotta, który jeździł na swoich przerobionych rowerach po off-roadowych trasach już na początku lat 50. Później pojawili się uzależnieni od downhillu i marihuany Larkspur Canyon Gang, a po nich Pale Riders z Morrow Dirt Club.
Wszyscy oni odegrali ważne role, ale i tak nie mogą się równać z Garym Fisherem. Fisher, buntowniczy fan wyścigów, od chwili narodzin trzymał w ramionach rowerowe dziecko – karmił je, przeprowadził przez okres dojrzewania i do dziś, ponad 30 lat później, pozostaje jego gorliwym orędownikiem i najmądrzejszym doradcą. Nawet na chwilę nie osłabła jego miłość i choć rodziców jest wielu, on bezsprzecznie jest przodkiem wszystkich „ojców założycieli”.
„Wiedziałem, że mój pomysł zawojuje świat rowerów” – mówi. „Choć w życiu nie przypuszczałem, że aż na taką skalę, że moje nazwisko pojawi się w podręcznikach. To akurat niezłe wariactwo. Ja po prostu chciałem stworzyć rower i dobrze się na nim bawić. Myślałem: zobaczymy, co z tego wyjdzie – takie było nasze założenie. Wielu ludzi miało rowery dokładnie takie jak nasze i robiło dokładnie to, co my – ale nic im z tego nie wychodziło. Nie było plonów z ich ziarna. My natomiast wyhodowaliśmy drzewo. Udało nam się wymyślić rzecz zwaną rowerem górskim. I wyprodukowaliśmy ich tyle, że już na zawsze pozostanie po nich ślad”.
Przeczytaj całą historię w najnowszym numerze Red Bulletina.
Gary Fisher

Komentarze
Dodaj komentarz