Red Bulletin

Mégavalanche

MegaPolen © Red Bulletin

To będzie najdłuższa godzina lata i najlepszy wyścig rowerowy na świecie: 1800 zawodników, 2500 metrów w dół. Zero wymówek maraton downhill w Alpe d’Huez.

Czego można nauczyć się w wojsku, a przynajmniej w wojsku austriackim? W przypadku wybuchu bomby atomowej należy paść na ziemię w taki sposób, by głowa była skierowana w stronę miejsca eksplozji. Prawidłowo założony hełm powinien uchronić głowę przed odłamkami. Jeśli w odpowiednim momencie otworzymy usta, fala podmuchu nie uszkodzi błony bębenkowej. Zanim zamkniemy usta, powinniśmy odczekać do chwili, aż ustanie promieniowanie radioaktywne. „Bombaaaa atomowaaaa – detonacja!” – i znowu wszyscy leżą na ziemi. W realnej sytuacji ekstremalnej to także musi zadziałać!

Tu, wysoko na szczycie Pic Blanc we francuskich Alpach Zachodnich, wszystko wygląda podobnie, z wyjątkiem paru szczegółów. Helikopter, który unosi się 3500 metrów nad poziomem morza, niewiele ponad polem startowym, bombarduje euro-trashem – bardzo słabej jakości muzyką, która o poranku brzmi wyjątkowo fatalnie, gdyż rozrywa majestatyczną ciszę ponad chmurami. Zespół nazywa się „666”, a utwór – „Alarma!” i kiedy słychać ryk szaleńca: „La Bomba!”, już wiadomo co robić: otworzyć usta. A potem całą zgrają: Atak! Do boju!
Tę scenkę można później zobaczyć na bezcennych nagraniach na YouTube, w dirt.tv albo na innym kanale telewizyjnym, który zada sobie trud, by zrealizować nagranie z wyścigu. Zaczyna się on na 3330 metrze, a kończy „godzinę i dwie doliny” później, na 650 metrze nad poziomem morza.

Kto nie widział, nie uwierzy: niewiarygodny tłok, przepychanki, ścisk – jakby lodowiec został opanowany przez armię dziwacznych mrówek z dodatkowymi odnóżami. Kiedy się lepiej przyjrzycie, zauważycie, że to ludzie wyglądają jak mrówki, a odnóża to rowery. Próbują różnymi drogami zjechać do doliny. Trwa kilka minut, zanim ostatnia „mrówka” zniknie za zakrętem. Wreszcie Pic Blanc wygląda jak wcześniej, z wyjątkiem rozjeżdżonych przez 400 rowerów śladów kół.

Grupa pierwszych czterystu rowerzystów, którzy jako pierwsi wyruszyli w drogę, to tylko jedna czwarta wszystkich uczestników. Grupa, która wystartowała punktualnie o godz. 9.00, była najszybsza w kwalifikacjach – łącznie zgłosiło się 1800 mężczyzn (nie wydawano więcej numerów startowych). W zawodach bierze także udział 80 kobiet, ale mają własny wyścig.

Mégavalanche jest w swoim gatunku najważniejszą ekstremalną imprezą na świecie: jest tu najwięcej startujących, najwięcej mistrzów świata, są najdziksze góry i największa wysokość nad poziomem morza. Jest również najbardziej opłacalna: za mniej niż 100 euro opłaty startowej bierzesz udział w trzech wyścigach w tygodniu (w cenę wliczone są bilety wjazdowe na cały teren, przejazdy lokalne, bufet i masaż). Zwycięstwo w Mégavalanche to gwarancja otrzymania nieoficjalnego tytułu mistrza świata w maratonie downhill (nie ma tu tytułów oficjalnych). Można nawet pokusić się o to, by triumfatora Mégavalanche nazwać najlepszym mountainbikerem na świecie: tutaj zawodnik musi wykazać się szerokim spektrum umiejętności. Obecnie tylko Mégavalanche odpowiada pierwotnym założeniom mountainbikingu.

Pełna wersja tekstu znajduje się w czerwcowym wydaniu Red Bulletina.


 


Komentarze

    Dodaj komentarz

    * Wszystkie pola muszą być wypełnione.
    Postaraj zmieścić się w 2000 znakach :
    Przepisz słowo z obrazka obok, aby móc zamieścić komentarz.

    Artykuł Szczegóły