Na Kasprowym śnieżyca, temperatura nieznacznie poniżej zera, wiatr i widoczność zaledwie na kilkadziesiąt metrów – takie warunki zastało ponad 200 zawodników, którzy w niedzielny poranek stanęli na linii startu zawodów Red Bull Zjazd na Krechę. Wiele osób nie dowierzało zapowiedziom, że z Kasprowego zjedzie na krechę kilkaset osób. A jednak się udało! Mimo trudnych warunków amatorzy białego szaleństwa i ekstremalnych prędkości w jednej chwili ruszyli do walki o zwycięstwo
w najszybszym zjeździe.
Red Bull Zjazd na Krechę to zawody, które jeszcze zanim się rozpoczęły, już się odbiły się szerokim echem wśród amatorów osiągania zawrotnych prędkości na nartach lub desce. Inspiracją do zorganizowania wyścigu na Kasprowym Wierchu był narciarski rekord Jacka Niklińskiego z 1979 roku. Nikliński zjechał na krechę na położonym nieopodal Beskidzie, niedaleko tegorocznej trasy i tym samym na blisko 30 lat ustanowił rekord Polski w szybkości jazdy na nartach (180,632 km/h).
Zanim jednak odbyły się zawody, 7 lutego na Polanie Szymoszkowej, stawiło się kilkuset zawodników chętnych do wzięcia udziału w eliminacjach. Piękna słoneczna pogoda umilała start zawodnikom. Niestety wszystko ma swoje dobre i złe strony. Ciepły, słoneczny dzień sprawiał, że śnieg topniał w zastraszającym tempie. W dodatku w okolicach Kasprowego Wierchu dość silnie wiało, na tyle że nie działała kolejka i nie można było wjechać na szczyt góry. Zmienna pogoda lekko stresowała zawodników, do końca nie mieli pewności, czy niedzielny wyścig się odbędzie, a mimo to z wielką determinacją brali udział w eliminacjach.
Dzień eliminacji dobrze rozpoczęły snowboardzistki, aż 11 z 12 zarejestrowanych przeszło do finału. Tuż po nich ścigały się narciarki, z których tylko jedna odpadła z dalszej walki. Snowboardzistów zgłosiło się 119, narciarzy natomiast 147. Zarejestrowani zawodnicy, którzy startowali w sześcioosobowych grupach, musieli jak najszybciej pokonać kilometrową trasę naszpikowaną przeszkodami. Tuż po starcie mieli do pokonania zakręt w prawo, potem cztery bramki kierunkowe, po których trafiali na wyjęte rodem z boarder crosssu dwa profilowane zakręty a następnie wypadali na małą bulę i dwie następujące po sobie hopki. Dopiero po ostatniej hopce znajdowała się upragniona meta. Ominięcie przeszkody groziło dyskwalifikacją. W rezultacie większość osób nie zakwalifikowanych do finału, odpadła właśnie z powodu dyskwalifikacji.
W niedzielny poranek, już o 6 rano ponad 200 zawodników zjawiło się w Kuźnicach i oczekiwało na wjazd kolejką na Kasprowy Wierch. Jeszcze w sobotni wieczór nie było pewności czy wiatr ucichnie na tyle, by wjechać na szczyt. Mimo to zapał nie opuszczał zawodników, którzy zapowiadali, że jeśli kolejka nie będzie jeździć, to sami wejdą na szczyt Kasprowego. Wiatr ucichł, jednak pogoda ciągle była największą przeszkodą. W Kuźnicach lekko padało, na szczycie sypał śnieg a widoczność na 10-30 metrów zmieniała się co kilka minut. Zaledwie kilka sekund przed startem lekko się przejaśniło, po czym zawodnicy pobiegli do swojego sprzętu. Na mecie wszyscy zgodnie twierdzili, że pokonanie biegiem tego prawie 60-metrowego dystansu było jednym z najtrudniejszych etapów zawodów.
Jako pierwszy linię mety w pobliżu dolnej stacji kolejki linowej w Kuźnicach przejechał narciarz Wojtek Szczepanik. Zjazd na ponad 5-kilometrowej trasy zajął mu zaledwie 6 minut i 18 sekund. „Jestem bardzo zadowolony z wygranej. Jak tylko zobaczyłem zapowiedzi zawodów od razu chciałem wziąć w nich udział! Zdecydowanie najtrudniejszym momentem był dobieg do sprzętu, trzeba było mieć kondycję” – powiedział Wojtek tuż po odebraniu wygranej.
W tej ekstremalnie szybkiej rywalizacji zdecydowanie lepiej wypadli narciarze. Pierwszy snowboardzista na mecie pojawił się dopiero jako 19 zawodnik.W zawodach wzięło udział także 20 kobiet. Najlepsza z nich - jadąca na nartach Anna Rajpold - osiągnęła czas 9.58.67. Najszybszą snowboardzistką była Nina Sitko z Zakopanego.
Kilka minut po 9.00 na mecie w Kuźnicach odbyło się uroczyste wręczenie nagród. W ramach zawodów nagrodzeni zostali: zwycięzca zjazdu finałowego w klasyfikacji generalnej oraz zawodnicy, którzy osiągnęli trzy najlepsze czasy w czterech kategoriach: najlepsi narciarze, najlepsze narciarka, najlepsi snowboardziści, najlepsze snowboardzistki.
A potem były już tylko zdjęcia, wywiady i góralskie śniadanie dla wszystkich. Kasprowy Wierch nie jest łatwą górą, dla zawodników Red Bull Zjazd na Krechę okazał się prawdziwym wyzwaniem. Kto wie, może w przyszłym roku znowu się tam spotkamy?
Komentarze
Dodaj komentarz