Ten 25-letni sportowiec z Południowej Afryki jest jednym z największych talentów na scenie surfingowej. W tym roku zakwalifikował się do najbardziej prestiżowej ligi surfingu, WCT. W wywiadzie Royden Bryson opowie o imprezach, uprzedzeniach i najlepszych spotach w Południowej Afryce.
Jak reagują twoi znajomi, gdy słyszą, że zarabiasz na życie surfując?
Niewiele jest osób, które wierzą mi gdy mówię im, że to prawdziwy zawód. Myślą raczej, że to niesamowite. Mogę iść na plażę każdego dnia i podróżować po całym świecie…
Spraw byśmy poczuli się trochę zazdrośni: jak wygląda twój typowy dzień?
Znacznie mniej spektakularnie niż się spodziewasz. Jeśli chcesz pozostać jednym z 44 najlepszych surferów na świecie, każdy aspekt dnia i życia musi być temu podporządkowany. Dużo i ciężko trenuję. Codziennie jestem na desce przynajmniej 3 razy. Często po prostu siedzę na brzegu morza i obserwuję fale. Notuję sobie wówczas w głowie nawet najmniejsze załamania i prawidłowości.
I to działa: w tym roku udało Ci się zakwalifikować do WCT, „Dream Tour”.
Tak, ponieważ zmieniłem swoje nastawienie. Do osiemnastego roku życia strasznie imprezowałem, aby odwrócić uwagę od porażki. Gdy wygrałem, imprezowałem ze szczęścia. W zeszłym roku postanowiłem zmienić swoje życie. Zacząłem traktować treningi bardziej serio i w pełni skoncentrowałem się na sporcie.
Jak sądzisz, co zmieni się w twoim życiu po sezonie 2007, skoro już możesz walczyć w WCT?
Dla prosurfera nie ma nic lepszego niż WCT. Jest to duża różnica w stosunku do WQS, ponieważ teraz będę mógł pływać na najlepszych i najbardziej wymagających spotach na świecie. W pewnym sensie moje życie już się znacznie zmieniło: po kwalifikacji kupiłem sobie dom.
Jakbyś opisał swój styl na desce i która cecha pozwala Ci być tak dobrym jak jesteś?
Styl myślę, że energiczny i futurystyczny. Cecha, to samodzielne myślenie i dużo praktyki.
Jak odkryłeś surfing?
Gdy miałem 4 lata, moi rodzicie przeprowadzili się nad morze. Od tego czasu całe moje życie skupiło się na oceanie. Najpierw zaczynałem od bodyboardingu (pływanie na fali bez użycia deski), później gdy miałem 10 lat mój kuzyn zapoznał mnie z deską surfingową.
Dzięki tobie oraz twoim ziomkom z Południowej Afryki, jak Warwick Wright stajecie się dość silną surfingową nacją. Opowiedz nam coś o tamtejszej scenie?
Ponieważ praktycznie nie ma sponsoringu, a przemysł surfingowy nie jest specjalnie duży, współzawodnictwo pomiędzy surferami jest ogromne. Więc jeżeli naprawdę chcesz osiągnąć sukces, musisz pracować nad swoją drogą w bardzo krótkim czasie.
Czy masz jakieś swoje sposoby na znajdowanie miejscówek?
Zatrzymam je dla siebie! Ale tym mogę się podzielić: jest niezliczona liczba doskonałych miejscówek na zachodnim wybrzeżu i daleko na północy, obok granicy z Mozambikiem.
Wybrzeże koło twojego rodzinnego miasta East London jest także wspaniałym surfing spotem – ale znane jest z ataków rekinów…
Pomiędzy moim 12 a 16 rokiem życia było naprawdę strasznie. Zginęły wtedy 4 osoby, byli wśród nich moi znajomi. Nauczyliśmy się obserwować morze i wiedzieć, kiedy jest bezpiecznie, a kiedy nie.Ja jednak się nie obawiam. Ocean dał mi wszystko, co mam, jeśli ma zabrać moje życie, niech tak będzie.
Komentarze
Dodaj komentarz