Red Bulletin

Skok w nowe Życie

Maj_Malysz.jpg

Galeria trofeów Adama Małysza to idealne miejsce, aby krótko po zakończeniu kariery sportowej przeprowadzić z nim wywiad. Otoczeni świadectwami chwały rozmawialiśmy o urlopie, marzeniach i skokach... A zresztą powiedz, Adam: jak to teraz będzie bez tej adrenaliny?

Adam, za tobą 16 lat wyjątkowej kariery. Czy przypominasz sobie pierwszy start w Pucharze Świata w roku 1995? No, tego się na pewno nie zapomina.
To była skocznia Bergisel w Innsbrucku. Pamiętam jeszcze, jaki straszny respekt czułem wtedy przed innymi zawodnikami, z którymi startowałem. Zastanawiałem się nawet, co ja tutaj robię, przecież tutaj są sami mistrzowie, między innymi również Jens Weissflog, który już wtedy był moim idolem i właściwie pozostał nim do dzisiaj.

A jak się czujesz teraz, gdy sam również jesteś już takim idolem?
Na przykład dla Gregora Schlierenzauera, który powiedział: „Adam był najlepszym skoczkiem w historii”.
Jestem z tego dumny, bo ja go również bardzo szanuję. Na początku nie marzyłem nawet o tym, że mógłbym stać się wzorem do naśladowania dla innych. Czego ja właściwie wtedy chciałem? Chciałem jakoś zaistnieć w tym sporcie, może od czasu do czasu wygrać jakieś zawody, za zarobione pieniądze kupić jakiś rozbity samochód w Niemczech, naprawić go… To były skromne marzenia. Ale później to wszystko zaczęło się rozwijać. Robiłem coraz większą karierę. O wiele większą niż wszystko, czego kiedykolwiek oczekiwałem.

I prawie zawsze na wysoki poziomie. Oprócz małych kryzysów sportowych nie było nigdy skandali ani psychicznych dołków, jak u Svenna Hannawalda albo Mattiego Nykkenena. Gdzie leżał klucz do sukcesu przez te wszystkie lata?
To były dwie rzeczy. Po pierwsze, nigdy nie osiadłem na laurach. Jak tylko zdobyłem jakiś medal, to odkładałem go od razu na półkę. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, czy jestem teraz spełniony, czy będę miał motywację, żeby nadal trenować. Nic podobnego. Zawsze były dla mnie ważne następne zawody. Taki sposób myślenia stał się moim stylem życia.

A po drugie?

Nauczyłem się uczyć się na własnych błędach. Do dzisiaj. Hannu zawsze mówił: „Nie ma perfekcyjnego skoku, zawsze jest coś, co można by poprawić”. Dlatego też skakałem podczas kwalifikacji i treningów, nawet jeśli inni zawodnicy sobie odpuszczali. Zawsze miałem nadzieję, że uda mi się wyeliminować techniczne błędy.

Galeria Adama Małysza w Wiśle: www.malysz.org

Przeczytaj całą historię w najnowszym numerze Red Bulletina.

 


Komentarze

    Dodaj komentarz

    * Wszystkie pola muszą być wypełnione.
    Postaraj zmieścić się w 2000 znakach :
    Przepisz słowo z obrazka obok, aby móc zamieścić komentarz.

    Artykuł Szczegóły