Nowozelandczyk Chris Birch opowiada nam o wrażeniach z ostatniego odcinka pustynnego rajdu.
Nie był to dla mnie najlepszy dzień, ponieważ dziś liczyła się głównie prędkość, a to nie jest mój styl jazdy. Niektórzy kierowcy dosłownie przelatywali obok mnie w chmurze kurzu, ale dla mnie wyglądało to na akcje samobójcze. Po prostu cieszę się, że udało mi się ukończyć ten etap i jestem już na biwaku, gdzie mogę skupić się na kolejnym dniu tej niezwykłej przygody.
Mam nadzieję, że jutrzejszy etap będzie wymagał bardziej technicznej jazdy i postawi przed nami ciekawe wyzwania nawigacyjne. Dziś chodziło tylko o jazdę z prędkością 150 km/h przez 20 minut, a dla mnie jazda motocyklem polega na czymś zupełnie innym. Jazda w takim stylu męczy mentalnie, ponieważ jesteś świadomy tego, że wystarczy jeden mały kamyczek, byś kompletnie poległ.
Podczas tego Dakaru uczę się przyzwyczajać do takiej prędkości i zaczynam coraz bardziej ufać swoim zdolnościom nawigacyjnym. Przede mną jeszcze długa, długa droga, ale zdecydowanie podążam w dobrym kierunku. Robię ogromne postępy, ponieważ przez pierwsze kilka dni wlokłem się z tyłu w chmurze kurzu i nie liczyłem na zbyt wiele, a teraz cieszę się, gdy jadąc w grupie, wysuwam się na prowadzenie.
Ale to, w czym jestem naprawdę dobry, to przekomarzanie się i żartowanie na biwaku. Spędzam dużo czasu, zarówno na biwaku jak i na trasie, z kolegą z zespołu Darrylem Curtisem. Dobrze jest pogadać sobie o etapowych wzlotach i upadkach oraz pośmiać się od czasu do czasu, żeby atmosfera nie była ciągle tak poważna. Darryl jechał dziś równo ze mną, aż w końcu wiek dał mu się we znaki i musiał trochę zwolnić.
Śledź dalsze poczynania debiutującego w Dakarze Chrisa Bircha na stronie Red Bulla poświęconej legendarnemu rajdowi.

Komentarze
Dodaj komentarz