Jak podsumowują miniony Rajd Dakar motocykliści ORLEN Team - Marek Dąbrowski i Jacek Czachor? Zapraszamy do sprawdzenia wywiadu z naszymi reprezentantami!
Jaki wpływ na Twoją osobę miał start w tegorocznej edycji Dakaru? Jakie nowe doświadczenia wyniosłeś z tej wytrzymałościowej rywalizacji?
Jacek:
Tegoroczny Dakar bardzo się różnił od poprzednich edycji. Był zupełnie inną grą - grą w kruczki regulaminowe, od których stałem się specjalistą. Istniała możliwość wyboru miejsca, z którego się startowało – ci, którzy wyjeżdżali wcześniej, testowali odcinek, natomiast pozostali musieli przedzierać się przez kurz rywali. W efekcie, startując z dalszej pozycji, jechało się wolniej - słaba widoczność nie pozwalała na zbyt wiele. Ponadto, w tym roku starałem się bacznie obserwować sytuację na trasie, sukcesy i błędy innych zawodników. Chcę, aby ta wiedza przydała nam się następnym razem. Zarówno mi, jak i Kubie czy Markowi.
Marek:
Nowym doświadczeniem była jazda na motocyklu KTM 450 Rally. Ponadto, tegoroczny Dakar rozgrywał się w nowym kraju, Peru – nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać po tamtejszych trasach. Ostatecznie teren bardzo przypadł nam do gustu – ciężkie wydmy, przypominające stare, dakarowe trasy, to cos, co bardzo lubimy. Szokiem było też ubogie i brudne Peru – kraj ten jest przeciwieństwem dobrze prosperującego Chile.
Który moment najbardziej utkwił Ci w pamięci?
Jacek:
Nigdy nie zapomnę sytuacji, jaka przytrafiła mi się, jadąc za Johnnym Aubertem. To był mój plan od początku - wiedziałem, że rywalizacja trwa do samego końca, chciałem spojrzeć Johnny’emu w oczy. W pewnym momencie zawodnik popełnił błąd, a ja, korzystając z tej sytuacji, szybko go objechałem. Warto też wspomnieć, że jest on trzykrotnym mistrzem świata i historią sportów motorowych, z ramienia fabrycznego zespołu KTM. Jestem pewny, że wywołało to zdumienie, a zarazem ubaw na twarzach ich załogi. Ja z tego powodu miałem ogromną satysfakcję! Myślę, że to zapadło mi w pamięć nawet bardziej niż zdobyta 13. pozycja w rajdzie – śmieje się Jacek.
Marek:
Z pewnością moment, podczas 7. etapu rajdu, w którym postanowiłem wyprzedzić wlokących się zawodników. Trochę mi to nie wyszło, bo w efekcie moje przednie koło wpadło w poślizg i razem z motocyklem spadłem ze skarpy. To bardzo bolało – nie mogłem się podnieść. Zakończyło się zwichniętym kolanem i trzystukilometrową jazdą na stojąco, przez oporne wydmy.
Zapamiętam też każdy wieczór – jako przyjemny finisz, któremu towarzyszyło uczucie satysfakcji z pokonania etapu. To była jedyna, w dniu, chwila odpoczynku, spędzana w chłodnym camperze, podczas gdy na zewnątrz panował upał.
© Marcelo Maragni/Red Bull Content Pool Marek Dabrowski races through the desert
Czy trzymałeś kciuki za któregoś z innych uczestników? Za kogo i dlaczego?
Jacek:
Mocno trzymałem kciuki za Heldera Rodrigueza, z którym miałem okazję spotkać się prywatnie. Byłem u niego w domu, chodziłem z nim na siłownię – to naprawdę w porządku gość. Kibicowałem również Adamowi Małyszowi – odniósł wielki sukces, chyba sam tego się nie spodziewał. Jego marzeniem było dojechać do mety, osiągnął natomiast 38. pozycję. Bardzo dobrze to wpływa na polski sport –w rajdzie startuje coraz więcej Polaków i zdobywają wysokie miejsca. Oczywiście bardzo kibicowałem Kubie i czułem wielki żal, kiedy awaria motocykla wyeliminowała go z rajdu. Gdyby nie problemy ze sprzętem, zarówno on, jak i Krzysztof Hołowczyc, stanęliby pewnie na podium. Za Krzyśka i Jean-Marca również trzymałem kciuki - do momentu awarii zrobili wiele szumu w rajdzie, później natomiast pokazali, że mimo dramatu jaki przeżyli - potrafią walczyć do końca. Podsumowując - im więcej Polaków, tym lepiej. Kiedyś na Dakarze prezentowałem nasz kraj jako jedyny – teraz jest nas 21, z czego ogromnie się cieszę.
Marek:
Trzymałem kciuki za wszystkich Polaków, chciałem, aby każdy z nich dojechał do mety. Kibicowałem Krzysztofowi Hołowczycowi, Adamowi Małyszowi, a przede wszystkim Jackowi, który przez cały czas utrzymywał świetne tempo, zaliczył awans i uzyskał najlepszy wynik wśród polskich motocyklistów.
'Kiedyś na Dakarze prezentowałem nasz kraj jako jedyny – teraz jest nas 21, z czego ogromnie się cieszę' - Jacek Czachor
Czy na bezdrożach Ameryki Południowej pojawia się świadomość wielkiego wsparcia od kibiców z Polski?
Jacek:
Oczywiście. Byłem na bieżąco z tym, co się działo w Internecie. Widziałem wiele przychylnych komentarzy na nasz temat. Fani śledzili nasze losy, oglądali zdjęcia i filmy, wypowiadali się na ich temat. Ich zainteresowanie było bardzo miłym zaskoczeniem, wiadomo, że dzięki takiemu dopingowi od razu lepiej się jedzie. Starałem się walczyć do ostatniego momentu, a aprobata ze strony kibiców na pewno w tym mi pomogła. Wciąż marzę, aby znaleźć się w pierwszej dziesiątce i fajnie, że tylu fanów mnie wspiera.
Marek:
Wieści o tak silnym wsparciu ze strony polskich kibiców doszły do mnie dopiero po powrocie. Byłem pozytywnie zaskoczony – to miłe, że tak wielu Polaków trzymało za nas kciuki. Podobno został pobity rekord w tej kwestii, to motywujące. Nie zabrakło nam także dopingu na trasach Dakaru. Jest tam wielu wiernych fanów, ludzie tym żyją.
Jakie są Twoje plany związane z kolejną edycją?
Jacek:
Do kolejnej edycji czeka mnie wiele treningów oraz cały, rajdowy sezon. Każdy z nas chce startować w Dakarze 2013, liczymy też na poprawienie wyników. Póki co, skupię się na ćwiczeniach, tak, aby za rok uzyskać wymarzony strzał w dziesiątkę. Będę też mocno kibicować Kubie – chciałbym go zobaczyć na podium.
Marek:
Plany są, ale, aby je omawiać, jest trochę za wcześnie.
Komentarze
Dodaj komentarz